Czyste aluminium

Dom

pexels-photo-94865

Kiedyś używano aluminium tylko do produkcji garnków, potem form i foremek, potem puszek do konserw, wreszcie opakowań aerosolowych, alufolii i… biżuterii (czeska itp.). Aluminium ma wiele zalet: nie boi się rdzy, szybko się rozgrzewa, co podczas gotowania jest dużą zaletą, dobrze znosi zmiany temperatur (z lodówki na ogień), jest trwałe, lekkie, stosunkowo niedrogie, nie ma co z niego odpryskiwać, jak w naczyniach emaliowanych. A jednak przy ich używaniu trzeba przestrzegać pewnych zasad.

– Nie używać do mieszania potraw w garnku innych łyżek, jak drewnianych.

– Nigdy nie czyścić aluminium mocnymi zasadami lub kwasami, a więc nigdy nie myć sodą lub silnym kwasem szczawiowym, solnym itp. Jeśli będziemy w dużym aluminiowym garnku gotować bieliznę z dodatkiem mydła czy proszku, to z czasem powstaną w jego ściankach dziurki, przez które będzie wyciekać woda.

– Większe czyszczenie można przeprowadzić specjalną metalową watą do aluminium. Ale specjalną, bo ani druciakiem, ani inną grubszą żelazną watą nie można czyścić aluminium, gdyż się je porysuje. Z tego też powodu nie wolno aluminium czyścić piaskiem lub podobnym ziarnistym proszkiem, który mógłby metal trwale porysować.

– Jeśli aluminium sczernieje, trzeba w nim zagotować coś lekko kwaśnego, np. jabłka, szczaw, wodę z octem itp., a odzyska srebrzysty kolor.

– Doświadczone gospodynie, szczególnie na wsi, twierdzą, że niczym nie wyczyści się i nic nie wyświeci aluminium tak pięknie, jak papka z gliny i octu. Nakłada się papkę, potem zdejmuje ją lekko szorstką szmatką, garnek płucze i jest jak nowy. Glinę może zastąpić kreda mielona.

– Można też myć aluminium mydłem lub proszkiem do prania.

– Do gotowania mleka przeznaczamy zawsze ten sam garnek aluminiowy (nie czernieje) i możemy w nim mleko przetrzymywać dłużej. Inne potrawy, a szczególnie jarzyny i owoce lepiej przenieść do naczyń porcelanowych, emaliowanych nie obtłuczonych, kamiennych, szklanych, ewentualnie plastykowych, jeśli danie jest bez tłuszczu. To nie aluminium, ale dodatki do jego stopu, które aluminium utwardzają, mogłyby wpłynąć niekorzystnie na barwę czy smak niektórych potraw. (Do naczyń aluminiowych kuchennych powinno się używać około 98-99% czystego aluminium i około 1-1,6% manganu).

– Do pieczenia używamy form aluminiowych, które z czasem ciemnieją, ale nie ma potrzeby doprowadzać ich do srebrzystego blasku.

Aluminiowe puszki po konserwach na ogół wyrzucamy, ale nie raz gospodynie zbierają te opakowania, np. talerze po gotowych daniach produkowanych przez Zakłady w Pudliszkach. Taki aluminiowy talerz może zastąpić podstawkę pod doniczkę, w warunkach turystycznych można na nim odgrzać potrawę, można nakarmić z niego kotka czy pieska itd. I do nas trafiają opakowania aluminiowe z genialnym otwieraczem. Są to np. puszki z piwem, coca-colą, a także kiszoną kapustą itp. Dzięki miękkiej blasze otwierają się bardzo łatwo przez pociągnięcie zaczepu na wierzchu puszki.

Alufolia – kuchnia w papilotach, jak ją w skrócie i obrazowo nazywają Francuzki – jest folią aluminiową. Sprzedaje się ją w arkuszach lub w rulonach, a niekiedy w pudełkach zaopatrzonych na jednym brzegu w piłkę do równego urywania. Bywa różnej wielkości i różnej grubości. Z grubszą mamy do czynienia w przypadku wspomnianych talerzy pudliszkowskich (tylko do podgrzania) lub tacek, na których sprzedaje się niekiedy gotowe ciasta.

Z folii aluminiowej, cieńszej od tej na talerze, formuje się oryginalne foremki, w których się piecze babeczki, albo zapieka zapiekanki… Alufolia cienka może znakomicie służyć do pieczenia mięsa, drobiu, ryb, serdelków, ziemniaków, ciast i wielu innych potraw, owoców „ warzyw itd. Można jednak zapytać: ale po co? Otóż piekąc w alufolii mamy produkt o wiele smaczniejszy i zdrowszy, bo nie stracił w czasie pieczenia składników odżywczych, witamin, soli, wody itp. Dla wielu będzie też ważne, że takie pieczenie nie daje przykrych zapachów, nie brudzi ścianek piekarnika. Na ogół w alufolii piecze się dłużej, ale to, co można piec na bardzo dużym ogniu – upiecze się szybciej i to bez przypalenia. W alufolii danie jest niemal hermetycznie zamknięte, więc nie traci aromatów, a nawet wzmaga ich koncentrację. Warto o tym pamiętać, dodając korzeni i przypraw.

W alufolii można piec niczym na rożnie. Na metalowy rożenek nabija się plastry mięsa, pomidora, cebuli, słoninki itd., obsypuje przyprawami, owija w alufolię i piecze na blasze, w piekarniku. Trzeba pamiętać, aby zawsze alufolię lekko natłuścić, np. zapędzlować olejem. Gdy brak pędzla, owijamy patyk gazą, gazę owiązujemy nitką, by nie spadła i używamy jej jak pędzla. W alufolii – podobnie jak szaszłyki – można piec jabłka, ziemniaki, buraki, faszerowane jarzynki, mięso różnego rodzaju, a także ciasteczka, słowem – wszystko!

Można alufolią przykrywać naczynie z jedzeniem. Wtedy brzeg, np. plastykowego pudełka, smarujemy białkiem i od razu przykrywamy alufolią. Ta się przykleja i jedzenie nie tylko można wygodnie ze sobą nosić czy wozić, ale będzie świeże, bez zmian – przez jedną dobę. Mięso (rybę) w alufolii można piec na sucho, ale nieraz gospodynie lubią na brytfannę z paczuszką nalać trochę wody, aby miało co parować w piekarniku i zbytnio nie wysuszało powietrza. Zawijając w alufolię produkty przygotowane do pieczenia trzeba pamiętać, aby zostawić trochę miejsca na oddychanie, to znaczy, że produkt nie może być oblepiony alufolią zbyt ciasno. A jak zawijać? Zawsze tak, aby soki, tłuszcze itd. nie wypłynęły z paczuszki. Francuzi lubią zawijać w papiloty (jak cukierki) lub zwijać alufolię nad produktem, niczym chusteczkę, czterema rogami do góry. Niemki mają opracowany cały system zawijania. Zawsze jednak zaczyna się od dobrania wielkości arkusza alufolii odpowiedniej do wielkości produktu. Następnie wewnętrzną stronę arkusza smaruje się pędzlem zanurzonym w oleju sojowym (słonecznikowym, itd. byle olej był bez zapachu). Potem przystępuje się do zawijania folii wybranym sposobem.

Jeśli mamy duży kawałek mięsa, czy np. dużą kurę, to bierzemy dwa równej wielkości arkusze alufolii, oba smarujemy olejem od strony wewnętrznej, układamy jeden na drugim, łączymy trzy brzegi arkusików, robimy „górkę”, w którą wkładamy przygotowany produkt i ten ostatni, czwarty brzeg zwijamy. Jeśli chcemy mieć mięso czy drób rumiane, trzeba je najpierw rumienić na patelni na tłuszczu, jak zwykle przed pieczeniem, albo na 15 minut przed zakończeniem pieczenia otworzyć alufolię i mięso przyrumienić. Ten sposób pakowania dużych produktów jest też doskonały przy pieczeniu ryb.

Małe produkty, np. kiełbaski, rogaliki drożdżowe itp. można poukładać na natłuszczonej folii. Folię należy zgiąć w pół i zwinąć z trzech stron. Pojedyncze sztuki lub po kilka, piecze się jak w chusteczce. W ten sposób można też piec mięso. W alufolii można też gotować w wodzie lub na parze, np. czeskie knedle, budynie, gotowane pasztety itp. Naturalnie, przed włożeniem do piekarnika paczuszki przeznaczonej do pieczenia trzeba piekarnik najpierw dobrze rozgrzać. Przed pieczeniem mięso czy drób można podzielić na porcje, a pieczenie w alufolii potrwa krócej. Nigdy nie chować w alufolii wędlin do lodówki, bo zapleśnieją! Kawę, herbatę we własnych opakowaniach można dodatkowo zapakować w alufolię, aby nie traciły aromatu. Kwiaty przewożone w alufolii nie więdną nawet całą dobę, jeśli skropione są wodą. Ale… Ale od dawna podejrzewano, że używanie naczyń aluminiowych w kuchni nie należy do najzdrowszych. Nie tylko ze względu na stopy innych metali (bo np. nieraz dodawano nieuczciwie do tych stopów ołowiu), lecz ze względu na samo aluminium. Otóż, według ostatnich amerykańskich doniesień, aluminium, a raczej potrawy i produkty w nim gotowane, pieczone, duszone itp. stają się powodem choroby Korheimera, czyli przedwczesnego starzenia się mózgu.

Toteż ostatnio nie tylko nie zaleca się gotowania w aluminiowych garnkach, ale także i w alufolii. Co prawda od razu zaczęły się za granicą pojawiać i garnki i alufolie z napisami, nieomal gwarantującymi zdrowie, np. „absolutnie nieszkodliwe”, „gwarantowanie zdrowe” itp. Tak więc nie bardzo wiadomo czego się trzymać. Bo przecież latami i od urodzenia używamy garnków aluminiowych, niektóre nawet są tak doskonałe, że nie przypalają, i… czy rzeczywiście chorujemy? Ale… strzeżonego Pan Bóg strzeże!

Powiązane wpisy